Ja dwa lata temu byłam przez ponad miesiąc w wakacje w Stanach Zjednoczonych, ale jakoś nie brałam ze sobą nic. Nie wiem może dlatego, że po prostu uznałam, że mi nie potrzeba lub w sumie jakby nie patrzeć, nie była tam sama. Siostra mojej mamy mieszka w Stanach, a moja chrzestna, zaprosiła mnie, żebym trochę praktycznie obeznała sie z językiem angielskim, liznęła jak to się mówi troche świata i poznała tamtejszą kulturę. W większości podróżowaliśmy wspólnie po mieście, ale kiedy ciotka z wujkiem byli w pracy to wypuszczałam się sama. Może mój angielski nie jest zachwycający, ale wystarczył mi aby sie porozumieć, zapytać o drogę czy o sklep i tyle. Zresztą jak miałam zamiar wybrac się sama, to pytałam się ciotki, który środek komunikacji mam użyć, gdzie wysiąść. Dostawałam zawsze pełne wytyczne. Nigdy sie nie zgubiłam, a mapy czy przewodnika w rękach nie miałam. Zatem troche więcej zaufania do własnego dziecka, nalezy też pamiętać, że kiedyś musi się wreszcie usamodzielnić, a taki wyjazd jest dobrym sposobem i okazją do tego.